Kobiety, które cierpią na syndrom „człowieka - orkiestry”, wcale nie czują się z tym szczęśliwe. Owszem, są niezależne i niemal wszystkiemu podołają, ale ich problem polega na tym, że nawet jeśliby bardzo chciały, nie potrafią przekazać steru komukolwiek. Nie wynika to z ich żądzy władzy i kierowania innymi, ale bardzo często z dotychczasowych doświadczeń i lęków, które gdzieś głęboko zakorzenione, każą im liczyć tylko na siebie. Być może w przeszłości w kluczowym momencie życia zostały porzucone lub okrutnie zawiodły się na swoim partnerze, przyjaciółce, kimś z rodziny. Być może wychowywały się w rodzinie, w której kobieta, aby godnie przetrwać, musiała walczyć i nie oglądając się na innych, liczyć tylko na siebie. A być może po prostu tak bardzo boją się krytyki czy braku akceptacji, że na wszelkie sposoby starają się przekonać świat, że zrobią wszystko, by zasłużyć na miłość, przyjaźń, sympatię, czy szacunek.
Choć kobiety takie często bywają apodyktyczne, szorstkie i dominujące, to zwykle jest to tylko zbroja, pod którą uwięziona jest miękka, ciepła kobietka, która chciałaby czasem czegoś nie umieć i nie musieć zrobić.
Wiec gdy spotkacie taka kobietke na swojej drodze to nie zakladajcie z gory, ze chce byc lepsza od mezczyzn, wszystko potrafią i co gorsza, wszystko robią i wiedzą najlepiej. I to nie dlatego, że są przemądrzałe, zarozumiałe i cierpią na manię wielkości, ale dlatego, że… się boją.
Napisane w Kobiety - mezczyzni