Bylam dzis pierwszy raz po odremontowaniu kina Rialto na filmie “Po prostu razem”. Z reguly nie przepadam za kinem francuskim, ale pomyslalam: dlaczego nie? Zdziwil mnie a jednoczesnie zaskoczyl wyglad sali kinowo-teatralnej. Zamiast foteli w jednym rzedzie byly stoliki jak w kawiarni, oprocz tego mozna bylo zamowic sobie cos do picia, jedzenia. Taki fajny klimacik:-)
Bohaterami “Po prostu razem” jest troje młodych ludzi: Camille, Franck, Philibert i jedna niedołężna stara kobieta: Paulette. Choć dzieli ich niemal wszystko, podejmują trud stworzenia jednej rodziny. Kochającej się i wspierającej, bo… powstałej z wyboru, a nie z więzów krwi. Gigantyczne mieszkanie w zatłoczonym centrum Paryża staje się miejscem, w którym można na nowo uwierzyć, że świat bywa piękny. Camille, introwertyczna bohaterka Po prostu razem, która pokonuje strach przed życiem i zmienia na lepsze siebie i swoje otoczenie. Przyglądanie się tej metamorfozie wzrusza i uwrażliwia, bo pozwala na nowo odkryć tajemnice ludzkich emocji. Film Berri’ego jest pełną czułości i melancholii humanistyczną opowieścią o tym, jak człowiek dorasta do przyjaźni, miłości i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Reżyser pokazuje, że złe rzeczy, które miały miejsce w przeszłości, nie znikają za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. By się z nimi uporać, potrzebny jest czas, wysiłek i drugi człowiek. Film lekki, aczkolwiek zmuszajacy do refleksji.
“Po prostu razem” to film, w którym czuje się radość życia, nawet w stosunku do śmierci i w kwestii nietrwałości ludzkiego ciała; radość ta potwierdza, że szczęście jest możliwe, że można na nie trafić, oswoić je i zyskać tym samym wiarę w siebie.

